W ostatnich dniach stycznia 2026 roku Szczecin zrobił coś nieoczywistego – zatrzymał się i zaczął rozmawiać o kulturze. Nie za zamkniętymi drzwiami. Przy otwartych stołach, na dworcu kolejowym, w salach teatralnych. Trzy dni, sześć paneli, prawie pięćset osób. I jeden wniosek, który przebijał się przez wszystkie rozmowy: tak dłużej nie można.
Kongres zorganizowany w dniach 29–31 stycznia nie wziął się z odgórnej inicjatywy ratusza. Powstał oddolnie – z frustracji, energii i potrzeby, którą poczuli artyści, animatorzy, menedżerowie kultury i zwykli mieszkańcy zainteresowani tym, co dzieje się w ich mieście. Fundacja Generator Sztuki, Trafostacja Sztuki, Teatr Współczesny, Miejski Ośrodek Kultury, Akademia Sztuki i kilkanaście innych podmiotów usiadły razem i powiedziały: zróbmy to.
Wydarzeniu towarzyszyło hasło „Szczecin na początku Polski” – i nie tylko w sensie geograficznym. Jak tłumaczył Stanisław Ruksza, dyrektor TRAFO: chodzi o mental, o odważny sposób testowania nowych idei. Miasto, które wymyślało się na nowo przez osiemdziesiąt lat, może sobie na to pozwolić.
Czym była Kultura Wolności?
Program był gęsty: panele o tożsamości regionu, finansowaniu kultury, warunkach pracy artystów, komunikacji z odbiorcą. Do rozmów zaproszono między innymi Katarzynę Nosowską, Olgę Tokarczuk – która napisała list odczytany podczas kongresu – Jakuba Skrzywanka i Agnieszkę Holland. Ale równie ważne, może ważniejsze, były głosy z sali: na kartkach papieru, w kuluarach, podczas Open Space w Filharmonii.
„Kultura Wolności jest reakcją na rzeczywistość – na stagnację w patrzeniu na kulturę i serię kryzysów w zarządzaniu nią. Kiedy ta reakcja nie jest przejawem działania jednej osoby, lecz grupy – szalonej grupy – nagle powstaje energia, jakiej w tym mieście dawno nie było.”
Adam „Łona” Zieliński, raper i prawnik, inauguracja kongresuCo środowisko mówi miastu?
Z dyskusji wyłoniło się siedem konkretnych postulatów skierowanych do Miasta Szczecin i Samorządu Województwa Zachodniopomorskiego. Nie są to mgliste życzenia – to propozycje z podstawą prawną i uzasadnieniem.
Kultura jako strategiczny obszar rozwojuNie jako dodatek do ważniejszych spraw – ale równorzędnie z edukacją, transportem i inwestycjami.
Stabilność finansowaniaKoniec z rocznym cyklem dotacji. Programy wieloletnie, mechanizmy kontynuacji, urealnienie Funduszu Wkładów Własnych.
Transparentne konkursy i współdecydowanieJawna punktacja, jawne składy komisji, uzasadnienia decyzji. Społeczna Rada Kultury z realnym wpływem na budżet.
Kultura poza centrumMikrogranty, osobne konkursy dla osiedli, redystrybucja środków tam, gdzie kultury brakuje.
Lepsza informacja i promocjaJeden spójny system informacji o wydarzeniach. Koordynacja promocji na poziomie miasta, nie każdej instytucji osobno.
Współpraca zamiast rywalizacjiPunkty za partnerstwa w konkursach. Premiowanie realnego wpływu społecznego, nie tylko frekwencji.
Przestrzeń dla eksperymentu i młodych twórcówStypendia, rezydencje, przestrzenie pracy. Ocena projektów poza wskażnikami ilościowymi.
Co mówią liczby?
Dane z badania „Policzeni i policzeni 2024” zrobiły na sali wrażenie. W Polsce jest około 62 tysięcy artystów. Średnio miesięczny przychód z pracy artystycznej wynosi około 4000 złotych brutto – przy średniej krajowej przekraczającej 7000 złotych. Mediana w sztukach wizualnych: 2000 złotych. Ponad ćwierć badanych artystów zarabia poniżej 776 złotych miesięcznie.
To chyba najważniejsza liczba z całego raportu. I najbardziej gorzka. Pokazuje, że system od lat żeruje na pasji ludzi, którzy i tak nie odejdą.
Co środowisko mówi sobie?
Obok postulatów do samorządu powstały rekomendacje skierowane do samego środowiska kultury. To rzadkie – i odważne. Zamiast wskazywać wyłącznie winnych na zewnątrz, uczestnicy kongresu zapytali siebie nawzajem: co my robimy źle?
Odpowiedzi były szczere. Za dużo energii idzie w jednorazowe działania, za mało w budowanie procesów i relacji. Środowisko działa równolegle, obok siebie, zamiast razem. Promocja własnej pracy jest zaniedbana lub prowadzona językiem, który zamyka zamiast otwierać. Brakuje odwagi do opowiadania o regionie po swojemu – bez kompleksów, bez kopiowania innych.
„Szczecin jest naszym miejscem. Nie chcemy stąd wyjeżdżać, chcemy działać tutaj i właśnie przez kulturę wpływać na to, jak wygląda nasze miasto.”
Adam „Łona” Zieliński i Michał Starkiewicz, refleksje po kongresieCzy coś z tego wyniknie?
To pytanie padało przez trzy dni i nie ma na nie łatwej odpowiedzi. Historia zna podobne zrywy. Kongres, manifest, postulaty – a potem cisza i powrót do status quo.
Ale jest kilka powodów, żeby myśleć, że tym razem może być inaczej. Po pierwsze – skala. Pięćset osób w dyskusjach panelowych, ponad 70 w Open Space, 126 zapisanych do grup roboczych. To nie było zamknięte spotkanie branży. Po drugie – różnorodność: przy stołach siedzieli obok siebie artyści, urzędnicy, studenci, mieszkańcy spoza środowiska kultury, goście z innych miast. Po trzecie – konkretność: kongres nie skończył się na emocjach, lecz na siedmiu postulatach z podstawą prawną i sześciu raportach grup roboczych.
Długa droga – ale w końcu zaczęta.